Fandomy

Uwaga: trwają prace modernizacyjne - mogą występować przerwy / błędy w działaniu. Przepraszamy ! Dane w rankingach tylko w celach testowych, wszystkie zostaną wyzerowane w piątek !


+8 głosów

Opowiadanie o dwójce nastolatków znających się od dzieciństwa - całe życie przyjaciółmi aż do pewnego momentu ...

Dzisiaj szykuje się najlepsza impreza w tym roku. Całe szkolne towarzystwo od paru dni nie żyję niczym innym. Dziewczyny już od tygodnia rozmyślają co powinny założyć, czy w jaki sposób się umalować. Bo przecież impreza u najpopularniejszej dziewczyny w szkole, organizowana co roku, jest przedsięwzięciem, które już na stałe zapisało się na kartach szkolnej społeczności. Zaproszenie dostaje każdy, więc nawet największy nerd ma szansę, właśnie tego wieczoru, wybić się z samego dna i dołączyć do tych najlepszych. Musi tylko czymś zabłysnąć, czymś co jeszcze było niespotykane w tym jakże zacnym towarzystwie.


Impreza zaczyna się na niecałą godzinę, a ja co robię, zamiast od jakiś dwóch godzin stroić się przed lustrem? Obecnie leżę na swoim ogromnym łóżku i zatracam się w kompletnie bezsensownej rozmowie z moim przyjacielem. Matteo jest moim kompanem od niemowlaka, nie rozstajemy na więcej niż dzień. Nasze matki to przyjaciółki od czasów szkolnych. Tak się ze sobą zżyły, że nawet w ciążę postanowiły zajść w tym samym czasie. Takim oto sposobem razem z szatynem urodziliśmy się w tym samym szpitalu, tego samego dnia. Często określamy siebie jako bliźniaków. Znamy się jak dwie łyse kobyły. To z nim przeżywałam największe wzloty i upadki. To on był przy mnie, gdy zrozpaczona przeżywałam swoją pierwszą nieodwzajemnioną miłość. Opiekował się mną, gdy zaliczyłam pierwszego tzw. zgona. On odstraszał ode mnie typów, którzy według niego byli dla mnie nieodpowiedni. To on wściekły chodził po pokoju z wypisaną chęcią mordu, gdy tylko moja pierwsza miłość odważyła się mnie skrzywdzić. Następnie brał mnie w swoje silne ramiona i próbował posklejać moje połamane serce. To ja pomagałam mu pozbyć się natrętnych dziewczyn, które dość często kręciły się koło niego. To sobie zwierzaliśmy się ze swoich pierwszych razów, a następnie z każdego, mniej lub bardziej, udanego stosunku. Szatyn często wyśmiewał moje zdobycze, co zazwyczaj odbywało się ze wzajemnością. Mimo że żyjemy ze sobą od zawsze, nasze gusta znacznie się od siebie różnią. Dla chłopaka wręcz idealna dziewczyna, dla mnie była szkaradą nieczystą, która jak najprędzej powinna zniknąć z naszego życia. Ludzie często nas nie znając przyklejają nam łatkę pary idealnej. Jednak szybko zmieniają zdanie, gdy tylko uda im się poznać nas bliżej. Nasze rozmowy zazwyczaj nie wyglądają jak normalnie rozmowy - albo się wyzywamy, albo po prostu kłócimy, wymieniając swoje odmienne zdania. Oczywiście nigdy nic na poważnie. To w sobie mamy największe wsparcie. Wystarczy jedno słowo, jedna łza, czy też nieszczery uśmiech, a już jedno z nas znajduje się obok drugiego ze słoikiem ogórków kiszonych w ręce oraz laptopem, na którym mamy zgrane wszystkie części "Strasznego filmu". Może wydawać się to dziwne, ale naprawdę naszą ulubioną przekąską są ogórki. Zazwyczaj po dość sporej porcji wyzywamy się jeden przez drugiego, że śmierdzi nam z buzi i że już wszystko jasne, dlaczego nikt nas nie chce. Głupie rozmowy prowadzone godzinami sprawiają, że uśmiech nie schodzi z mojej twarzy.

- Nie powinnaś zacząć się szykować? Doprowadzenie tej buzi do jakiegokolwiek przyzwoitego stanu na pewno zajmuje Ci godziny. - szatyn przerywa mi moje rozmyślenia. Słowa te sprawiają, że niemal natychmiast odwracam głowę w jego stronę i gromię go wściekłym spojrzeniem. Na jego twarzy maluje się udawane obrzydzenie, gdy tylko skanuje wzrokiem dokładnie moją twarz. Z całej siły rzucam w niego poduszką, sprawiając, że chłopak wywala się na plecy, śmiejąc się przy tym głośno.

- Ughh... Jak ja Ciebie nienawidzę Balsano! - wydzieram się na pół domu, wywracając przy tym oczami i teatralne unosząc ręce ku górze. -Ja przynajmniej mogę zamaskować się makijażem, a Ty musisz z tą skazą męczyć się do końca życia. - wystawiam w jego stronę język i niemal natychmiast zrywam się z łóżka. Podchodzę szybko do krzesła, na które jeszcze niedawno rzuciłam wcześniej wybraną sukienkę. Bez skrępowania zrzucam z siebie moją koszulkę i dresy, zostając w samej bieliźnie.

- Widzę, że push-up dziś wkroczył do akcji. Masz jakieś konkretne plany na wieczór? - mówi kpiącą, po czym wybucha głośnym śmiechem. Kolejny raz wywracam swoimi oczami, prosząc w myślach o cierpliwość do tego debila.

- Powiem Ci, że całkiem ambitne. - puszczam mu oczko i odwracam się przodem do lustra, nie chcąc już kontynuować tej bezsensownej pogawędki. - A Ty? Nie zamierzasz wystroić się dla jakiejś kolejnej swojej pustej zdobyczy? - pytam ironicznie, chcąc jak najszybciej odsunąć rozmowę od swojej osoby.

- Widzisz to? - pyta mnie oburzony chłopak, a ja na chwilę przerywam malowanie ust i kątem oka w lustrze, zerkam na niego. Rękami pokazuje na swoje ciało i nagą klatkę piersiową. - To mi całkowicie wystarcza Kochanie. - posyła mi buziaka, a ja ponownie wywracam oczami. Kończąc swój makijaż, szybko zarzucam na siebie zwykłą, czarną sukienkę sięgającą mi za pupę, bez dekoltu, ale za to z długim rękawem.

Włosy zostawiam rozpuszczone, ponieważ zadziwiająco dobrze się dziś układają. Szatyn zakłada na siebie granatową koszulę, w której podwija rękawy. Poprawia swoje lekko zwichrzone włosy i oboje jesteśmy gotowi do wyjścia.

Gdy tylko docieramy na miejsce impreza trwa już w najlepsze. Głośną muzykę już słychać kilkaset metrów stąd. Dom dziewczyny jest ogromny, a do naszych uszu docierają dźwięki zabawy, jaka właśnie odbywa się w ogrodzie za domem. Bez pukania otwieramy drzwi i wchodzimy do domu. Do moich nozdrzy dociera odurzający zapach alkoholu, pomieszany z dymem papierosowym i potem. Z trudem przeciskamy się przez zatłoczony korytarz i docieramy do celu naszej podróży. Do salonu, w którym odbywa się główna część imprezy. Jedną czwartą pokoju zajmuje prowizoryczny bar, do którego niemal natychmiast się udajemy.

- Na początek pięć? - zwraca się do mnie głośno, chcąc przekrzyczeć muzykę i patrzy się na mnie pytającym wzrokiem. Nic nie mówiąc kiwam twierdząco głową i odwracam się tyłem do baru, a przodem do "parkietu", który znajduje się w samym centrum pomieszczenia. Wzrokiem dokładnie skanuje każdą postać i śmiało stwierdzam, że wszyscy już są nieźle wstawieni. - Upatrzyłaś już sobie kogoś? - słyszę cichy szept mojego towarzysza i tym razem, przecząco kręcę głową. Dostrzegam, że barman postawił już przed nami nasze zamówienie, dlatego porozumiewawczo kiwam głową w stronę chłopaka. Niemal w tym samym momencie wychylamy wszystkie kolejki na raz, na sam koniec krzywiąc się niemiłosiernie. Szatyn prosi dokładnie o to samo i również odwraca się w stronę parkietu.

- Zagrajmy w naszą grę. - proponuję z cwanym uśmiechem na ustach, na co brunet niemalże od razu się zgadza. Ponownie przechylamy wszystkie kieliszki i wzrokiem rozpoczynamy wędrówkę po wszystkich osobach.

- Ty pierwsza. Tamten, patrz. - mówi i dyskretnie ręką pokazuje mi chłopaka samotnie siedzącego na kanapie i popijającego piwo. Muszę przyznać, że jest zabójczo przystojny. Przybieram na usta swój flirciarski uśmieszek i bez wahania zaczynam iść w stronę mojej "ofiary". Czuję, że alkohol powoli daje mi się we znaki, co tylko dodaje mi odwagi.

- Wolne? - pytam niewinnie, zadziwiająco dobrze udając nieśmiałość. Chłopak obdarza mnie obojętnym spojrzeniem, które zmienia się natychmiast, gdy tylko dostrzega kto przed nim stoi.

- Jasne, siadaj. - mówi pewnym głosem i posyła mi śnieżnobiały uśmiech. Widzę, że brunet jest już nieźle wcięty, co tylko ułatwi mi zadanie. Bez wahania siadam na kanapie, tuż obok niego.

- Czemu siedzisz tutaj sam? - pytam zaczepnie, a swoją dłonią zaczynam bez skrępowania jeździć po jego udzie.

- Czekałem na piękną dziewczynę... - odpowiada mi cicho wprost do ucha, a jego słowa sprawiają, że mam ochotę wywrócić oczami, jednak szybko się powstrzymuje. Alkohol sprawia, że bez zbędnych ceregieli przechodzę do działania, chcąc jak najszybciej wrócić do chłopaka czekającego na mnie przy barze.

- To może coś z tym zrobimy... - odwracam twarz w jego stronę, znacznie się do niego przybliżając. Już po chwili czuję na swoich wargach nacisk jego ust. Brunet niemal od razu wpycha swój język głęboko do mojego gardła, co sprawia, że mam ochotę od razu przerwać pocałunek. Jednak dobrze wiem, jakie są zasady, dlatego staram się w jakikolwiek sposób uratować to zbliżenie. Gdy tylko mija upragnione piętnaście sekund, szybko się od niego odrywam. Posyłam mu krzywy uśmiech i podnoszę się z kanapy.

- Pójdę po coś do picia... - zwracam się do niego i na odchodne puszczam mu oczko. Brunet siedzi zadowolony i tylko kiwa głową na znak zgody. Śmiało mogę powiedzieć, że był to najgorszy pocałunek w moim życiu. Nie mogę jednak dać po sobie tego poznać, dlatego moje usta przyozdabia uśmiech zadowolenia, gdy tylko zbliżam się do Balsano.

- Brawo! Nie sądziłem, że Ci się uda. - posyła mi kpiący uśmiech i głową, wskazuje na kolejki, które szybko wypijamy.

- Teraz Twoja kolej... Tamta dziewczyna. - tym razem to ja dyskretnie pokazuje chłopakowi dziewczynę, którą dla niego wybrałam. Szatyn tylko poprawia swoją koszulę i żwawym krokiem kieruje się w stronę blondynki. Bacznym wzrokiem obserwuję jego poczynania, a na moich wargach gości mały uśmiech. Jestem ciekawa, czy tego wieczoru jemu również się uda. Widzę jak nachyla się nad jej uchem i coś do niego szepcze. Już po chwili wybucham głośnym śmiechem, gdy widzę jak Matteo ze skwaszoną miną wraca do mnie i trzyma się za policzek, w który przed sekundą dostał niezły cios.

- Następnym razem mogłabyś się upewnić, czy aby na pewno nie jest zajęta! - wykrzykuje w moją stronę pretensje, co powoduje mój jeszcze głośniejszy śmiech. Niezadowolony zwraca się do barmana, który zaczyna polewać nam następne kolejki, a ja już wiem, że to będzie ciężka noc.

Obecnie znajduje się na samym środku parkietu. Alkohol, który płynie w moich żyłach sprawia, że bez skrępowania poruszam moim ciałem w rytm muzyki. Mój kompan zginął gdzieś godzinę temu, dlatego swoją zabawę kontynuuję z jedną z klasowych koleżanek. Z zamkniętymi oczami daje się ponieść muzyce i nie za bardzo zwracam uwagę na świat zewnętrzny. Uśmiecham się pod nosem, gdy na swoich biodrach czuję czyjeś duże dłonie. Czując znajomy zapach perfum, bez wahania odwracam się w stronę osoby stojącej za mną i wbijam się w jej malinowe usta, nawet nie otwierając oczu. Alkohol uśpił mój zdrowy rozsądek, sprawiając, że rzeczy które właśnie wyprawiam na pewno nie zostaną zapamiętane. I w tym momencie urywa się mój film.

Z moich warg wydobywa się głośny jęk rozpaczy, gdy tylko przebudzam się po całonocnej imprezie. Pewna tego, że znajduje się w swoim łóżku, w swoim pokoju - nie otwierając oczu, po omacku próbuję wyszukać butelki wody, która powinna stać koło szafki nocnej. Jednak nie znajduje się tam ani woda, ani szafka nocna. Zaraz. Natychmiast otwieram swoje oczy, szybko tego żałując, ponieważ światło wpadające przez nie zasłonięte okna strasznie mnie razi. Przerażona stwierdzam, że to nie są moje okna. Jak poparzona zrywam się do pozycji siedzącej i zdezorientowana rozglądam się po pokoju. W mojej głowie panuje wielka pustka, a ostatnie co pamiętam to taniec z Niną. Dostrzegam porozrzucane ciuchy po całej podłodze i z mocno bijącym sercem, powoli odwracam głowę, a mój wzrok pada na drugą połowę łóżka. Gdy zatrzymuje się on na osobie tam śpiącej, przerażona wstrzymuje swój oddech, a przed moimi oczami robi mi się całkowicie ciemno. Jak szalona próbuję wziąć głęboki oddech i uspokoić swoje rozszalałe serce.

- Nie, nie, nie! To nie może być prawda! - powtarzam jak mantrę, kołyszac swoim ciałem do przodu i do tyłu. To nie miało prawa się zdarzyć. To jakiś pieprzony sen, z którego zaraz się obudzę, po czym zadzwonię do przyjaciela i mu o tym opowiem. Później oboje będziemy się śmiać z absurdalności tego zdarzenia. Mocno szczypę swoją skórę, chcąc się jak najszybciej obudzić, jednak nic to nie daje, a ja popadam w jeszcze większą histerię. Jak w amoku, odszukuję swoją bieliznę, którą natychmiast na siebie zakładam.

- Matteo! - wydzieram się przerażonym głosem, mocno szarpiąc szatyna za ramię.

- Cooo? - z jego ust wydobywa się głośny jęk, a następnie jeszcze mocniej wtula się w poduszkę. Z moich oczu zaczynają lecieć łzy, które spływają po moich rozgrzanych, policzkach brodzie, po czym skapują na ciało chłopaka, nad którym się nachylam.

- Obudź się debilu! - wrzeszczę na niego będąc już na skraju wytrzymania.

- Uspokój się Luna... Co się stało? Czemu płaczesz? - szatyn niechętnie podnosi się do pozycji siedzącej i opierając się o zagłówek łóżka, przeciera swoją zaspaną twarz.

- Pamiętasz coś z ubiegłej nocy? - pytam cichym głosem, ponieważ emocje nie pozwalają mi na więcej.

- W sumie to prawie nic... - wyznaje i wreszcie otwiera swoje oczy. Jego wzrok pada na moją osobę. - Dlaczego jesteś w samej bieliźnie? - pyta zaskoczony i chyba powoli zaczyna łączyć fakty, ponieważ rozgląda się po pokoju, a jego oczy powiększają się do wielkości pięciozłotówek. - Czy my... - mój głośny szloch nie pozwala mu nawet dokończyć odpowiedzi. Zrezygnowana zsuwam się po ścianie, o którą się obecnie opieram i podkurczam swoje kolana pod brodę, mocno obejmując je ramionami. Mój płacz się nasila. Słyszę, jak szatyn szybko zrywa się z łóżka i już po chwili znajduje się koło mnie. Ja jednak nie mam siły na to, żeby podnieść swoją głowę.

- Luna, Skarbie... - Matteo swoimi dłońmi mocno obejmuje moje ramiona i jednym ruchem podnosi moje ciało do góry.

- Matteo, tak nie można... - szepczę, wtulając się w jego klatkę piersiową i mocno zaciskając swoje powieki. - Przecież my jesteśmy jak rodzeństwo...

- Jesteśmy, czy może byliśmy? - pyta cichym i niepewnym głosem. Zaskoczona odrywam swoją głowę od jego ciała i na niego spoglądam.

- Dlaczego tak mówisz?

- Nie zauważyłaś tego? Od pewnego czasu nie zachowujemy się już, tak jak to było wcześniej...

Dziewięćdziesiąt pięć procent moich codziennych myśli zajmujesz Ty. Ja już bardziej traktuję Cię jak dziewczynę, aniżeli siostrę... Wszystkie nasze podboje były tylko po to, aby ukryć to co tak naprawdę czujemy, nie uważasz? - wyznaje dalej równie cichym głosem i uważnie wpatruje się w moje oczy.

Czy to aby nie jest prawdą? Czy nasza relacja nie wyszła już dawno poza granicę przyjaźni? Czy nie warto zaryzykować? Przecież to przy nim czuję się najlepiej. To przy nim moje serce znacznie przyspiesza swój rytm. To on jest moim wsparciem, przyjacielem. A czy to nie o to chodzi w miłości?

- Nie wiem Matteo... Musisz dać mi czas. - odpowiadam mu niepewnie i jeszcze mocniej wtulam się w jego ramiona.

Ramiona, które są moją ostoją. Miejscem, gdzie czuję się najbezpieczniej. Miejscem, gdzie mogę schować się przed całym złem tego świata. Miejscem, gdzie czuję niewyobrażalny spokój, który daje mi nadzieję na lepsze jutro.




Więcej na wattpad: majjaak




Wasze opowiadania o idolach

UWAGA: Możesz zaproponować użytkownikom Twoje propozycje kontynuowania tej historii. Dodaj każdą taką propozycję w komentarzach poniżej, zaznaczając, że Twój komentarz jest opcją kontynuowania historii. Chcesz dodać więcej opcji? wystarczy odświeżyć tą stronę każdorazowo po dodaniu nowego komentarza :)

Aby kontynuować swoją historię, po prostu wybierz wersję kontynuacji z dostępnych w komentarzach i kliknij "Napisz ciąg dalszy z tym wyborem" .

Klarciocha Użytkownik zweryfikowany 574,091 punktów 3 10
73 czytelników Wrz 12

Proszę zaloguj się lub zarejestruj aby skomentować ten post.

2 Komentarzy

pasquarelli Użytkownik zweryfikowany 234,653 punktów 1 3 13
Czytałam już i kocham mocno bardzo bardzo <3
Chyba wiadomo że jako Lutteo stan po shocie dla mnie w końcu są razem hahaha
Ogólnie to mega i zawsze się zachwycam każdym rozdziałem czy shotem.
NA POST DNIA! <3
+5 głosów
Wrz 12
majjaak Użytkownik zweryfikowany 56,936 punktów 2
Nie wiem czy wypada, ale podziękuję. Bardzo dziękuję, za miłe słowa!
majjaak Użytkownik zweryfikowany 56,936 punktów 2
Fajne, podoba mi się. Ta dziewczyna ma naprawdę wielki talent!
+2 głosów
Wrz 12

Twój wynik:

Jeszcze w nic nie grałeś. Nie odnotowano żadnej aktywności w grze.
108 osób na stronie
3 Użytkowników oraz 105 Gości
Użytkownicy aktualnie na stronie
Dziś posty czytano : 6121 razy

Zainteresowani tym postem

Liczba osób: 3

  1. The 100
    79186 punktów
  2. Riverdale
    51523 punktów
  3. Ananasy Sylwii
    46947 punktów
  4. GRY
    2955 punktów
  1. Kopytkująca Sarna
    33696 punktów
  2. Milena z Setki
    21754 punktów
  3. Klaudia z Setki
    14124 punktów
  4. Karolina z Setki
    5856 punktów
  5. jestem_pegazem
    2092 punktów
  6. majjaak
    601 punktów
  7. M.F
    409 punktów
  8. Gevherhan S.
    311 punktów
  9. JakubWichowski
    111 punktów
  10. Nemo
    43 punktów
  1. V-Lovers
    188785 punktów
  2. Bambinos
    92990 punktów
  3. Tinistas
    87327 punktów
  4. Violetta
    84668 punktów
  5. BVB Army
    81377 punktów
  6. The 100
    79186 punktów
  7. Lodofanaticas
    60986 punktów
  8. Directioners
    58834 punktów
  9. Beliebers
    54579 punktów
  10. Riverdale
    51523 punktów
  11. Ananasy Sylwii
    46947 punktów
  12. 5SOSFam
    45063 punktów
  13. Jorgistas
    42749 punktów
  14. Soy Luna
    42010 punktów
  15. Shawn Mendes Army
    41617 punktów
  16. Smilers
    37824 punktów
  17. Arianators
    27626 punktów
  18. Tonia's
    26679 punktów
  19. Once Upon A Time
    26676 punktów
  20. Jereminators
    24153 punktów
Kontakt